niedziela, 3 czerwca 2012

i wish i was special

Dopiero dzisiaj sobie odpuściłam ćwiczenia. Mam koszmarny nastrój. Dobił mnie piątek. Byłam na imprezie i oczywiście był tam też On. Z nią. Czułe tańce, pocałunki, te sprawy. I aż mnie skręcało z zazdrości. Nie tylko chodziło o to, że to nie ja jestem na jej miejscu, ale tak strasznie było mi przykro, że ja nigdy nie będę tak cudowna jak ona. Bo ona jest naprawdę, naprawdę doskonała. I aż skręca mnie na jej widok. Ta dziewczyna chodziła do mojego liceum, jest rok starsza, więc przez dwa lata oglądałam ją i nie mogłam się napatrzyć, jak ona jest śliczna. A teraz jeszcze ona z Nim. Jak ich zobaczyłam w ten piątek, to aż płakać mi się zachciało. Dobiła mnie ta impreza.
Jestem idiotką, że jestem taka zazdrosna. On chyba nawet nie pamięta mojego imienia, a ja przeżywam to tak jakbym z nim była kiedyś w stałym związku. Jakaż ja jestem głupia.
Siostra powiedziała mi, że troszkę schudłam. A mnie to tak jakby wcale nie obchodziło.