Nie pisałam, bo nie miałam czasu. I nie chciało mi się. W ogóle nic mi się nie chciało, tylko leżeć i żreć. Co też robiłam.
No, ale już trudno. W święta oczywiście przytyłam, jakżeby inaczej.
Nie uczę się nic, a tu miesiąc do matury, brawa dla mnie. Prezentacja maturalna jak na razie nie istnieje. Nie mówiąc już o bieżących sprawdzianach, których oczywiście nie zaliczam, bo mi się nie chce.
Także, w skrócie, jestem w jednej wielkiej, czarnej dupie. Już nawet niech będę gruba, ale żebym chociaż tą maturę zdała.



