środa, 5 czerwca 2013

córko, mała damo, z jabłkiem w dłoni

Wczoraj miałam raczej przeciętny dzień. Ćwiczyłam jakieś 50 minut, ale zjadłam dość dużo chleba. Niby ciemnego, ale i tak przesadziłam. Dwie kromki to by jeszcze można było zrozumieć, a ja zjadłam niestety więcej plus oczywiście kilka innych rzeczy. No, ale już trudno.
Dzisiaj natomiast, rano, zjadłam sałatkę, można powiedzieć, z pół pomidora i kawałka ogórka, a po południu miseczkę zupy fasolowej, którą po prostu uwielbiam. Wybrałam co prawda większość kartofli i fasoli, ale trochę sobie zostawiłam dla smaku. Zapewne zjem jeszcze coś dzisiaj, ale liczę na to, że nie przesadzę jak wczoraj. Oprócz tego 50 minut ćwiczeń. 

Najgorsze jest to, że wczoraj dopadły mnie myśli o  tym wszystkim dobrym jedzeniu. Zaczęłam zastanawiać się nad naleśnikami, kluskami, czekoladą. I dzisiaj też o tym myślę, oby na myśleniu się skończyło. 

A żeby nie było tylko o diecie przez cały czas, to mam do polecenia wspaniały film, który obejrzałam przed wczoraj - Kto się boi Virginii Woolf? Naprawdę, świetne kino. Warto zobaczyć. 
Oglądam: Golden Boy 
Czytam: Peter Curtis Czarownice z Walwyk
Słucham: SBB Memento z banalnym tryptykiem